Dni Tykocina 2011
I Rajd Polskich Kobiet
Księga Gości
Forum
Bary i Restauracje

››› PODLASIE PEŁNE ENERGII
15.01.2008
info: Stefan Wysocki
W miejscach mocy koncentruje się pozytywna energia Ziemi i Kosmosu. Człowiek od zarania dziejów potrafił wyszukiwać takie miejsca, aby wznosić w nich różne ważne obiekty. Dziś przedstawiamy kilka miejsc mocy położonych na Podlasiu.

Podróż po podlaskich miejscach mocy rozpoczynamy od Białegostoku. Samo miasto nie jest stare, gdyż prawa miejskie nadał mu oficjalnie August III Sas dopiero w 1749 r., jednak pierwsze o nim wzmianki pochodzą już z roku 1426. W czasach prehistorycznych na tym terenie zbudowali osadę prawdopodobnie Bałtowie.
Do najciekawszych pod względem geomantycznym obiektów Białegostoku należy stary kościół przylegający do dzisiejszej katedry. Obecną świątynię zbudowano w 1617 r., niemniej wcześniej istniały w tym miejscu inne budowle sakralne. Silne pozytywne promieniowanie można odczuć szczególnie w kryptach kościoła.
Najbardziej znaną ulicą centrum Białegostoku jest Lipowa. Co ciekawe, zlokalizowano ją dokładnie wzdłuż linii geomantycznej (ley line) łączącej stary kościół z kościołem św. Rocha. Pośrodku linii znajduje się cerkiew prawosławna pod wezwaniem Mikołaja Cudotwórcy. Kościół św. Rocha wzniesiono na wzgórzu w miejscu dawnej kaplicy. Ośmiokątna forma świątyni wyraża Gwiazdę Poranną i wzmacnia występujący tu układ stymulujących promieniowań. Kościół usytuowano w miejscu skrzyżowania jeszcze jednej linii geomantycznej, przebiegającej wzdłuż ul. Krakowskiej do Wzgórza Marii Magdaleny. Na szczycie tego pagórka stoi zabytkowa cerkiewka ufundowana przez hetmana Branickiego. Znajduje się ona na cieku wznoszącym, co zwiększa klimat pozytywnego promieniowania.

Energetyczne źródełko

Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc mocy na Podlasiu jest Święta Woda, położona niedaleko Wasilkowa. Źródełko, któremu ta miejscowość zawdzięcza swoją nazwę, cieszyło się sławą prawdziwego cudu od niepamiętnych czasów.
Kiedy prawie trzy wieki temu niewidomy szlachcic Bazyli Popiernik odzyskał wzrok po przetarciu oczu wodą pochodzącą z tego źródełka, postanowił wznieść tu kaplicę. Wieść o cudownym uzdrowieniu rozniosła się szybko po całej wschodniej Rzeczypospolitej. W roku 1719 kaplicę poświęcił metropolita unicki. Święta Woda stała się ośrodkiem kultowym nie tylko unitów, ale i prawosławnych (od 1875 r.), a od 1921 r. również i katolików. Już w XX w. zmodernizowano istniejące ujęcie wody, zbudowano grotę i umieszczono w niej figurę Matki Boskiej. Przeprowadzone badania radiestezyjne potwierdziły wysokie wartości bioenergetyczne tamtejszej wody. Nic też dziwnego, że do Świętej Wody po dzień dzisiejszy, bez względu na porę roku, ciągną ludzie z pojemnikami na wodę, pokonując nieraz wiele kilometrów.

Tykocin - niezwykły gród nad Narwią

Do wyjątkowych miejsc mocy Polski północno-wschodniej należy także Tykocin - urocze miasteczko, w którym znajdowała się niegdyś jedna z największych i najbogatszych gmin żydowskich w kraju. Dziś pozostała po niej synagoga wzniesiona w 1642 r., z bogatą polichromią we wnętrzu. Synagogę, jak wykazały badania, usytuowano w specjalnym miejscu o silnych energiach kosmicznych. Ciekawe, że w czasie medytacji w niej w umyśle medytującego pojawiają się symbole w postaci tajemniczych znaków hebrajskich.
W Tykocinie znajdują się również inne obiekty mające znaczenie geomantyczne. Należą do nich pozostałości zamku króla Zygmunta Augusta z XVI w. Wszystko wskazuje na to, że miejsce to zostało wybrane już przed wieloma wiekami przez plemię Jaćwingów. W XI w. wzniesiono tu gród mazowiecki. Natomiast w połowie XVI w. powstał nad Narwią zamek Zygmunta Augusta. Miejsce to jest bardzo ważne pod względem energetycznym. Polski geomanta Leszek Matela, który kilkakrotnie badał ruiny zamku tykocińskiego, dziwił się, że przesłaniem medytacyjnym tego miejsca jest krzyż egipski. Jak opowiada, dopiero gdy udało mu się namierzyć, iż przechodzi tędy jedna z linii geomantycznych z Wielkiej Piramidy w Gizie, zrozumiał fakt pojawienia się symbolu egipskiego. Ley line łączy dawny zamek z barokowym kościołem Świętej Trójcy, zamykającym zabytkowy tykociński rynek.

Supraśl - miasto wskazane przez Bożą Opatrzność

W Supraślu, na terenie dzisiejszego monastyru prawosławnego, już przed wieloma wiekami istniał przedchrześcijański ośrodek kultowy. Jak wieść głosi, mnisi z Gródka, który nie był zbyt ciekawym pod względem geomantycznym miejscem, postanowili przenieść klasztor w inny rejon. Po kilkudniowych modłach puścili z biegiem rzeki Supraśl drewniany krzyż z relikwiami, prosząc Bożą Opatrzność, aby zatrzymał się on w miejscu, które będzie najlepiej nadawało się na klasztor.
Rzeka wyrzuciła krzyż na uroczysko Suchy Grąd, w miejscu mocy, gdzie dawni mieszkańcy gromadzili się, aby czcić siły Ziemi i Kosmosu. W 1501 r. powstała tu najpierw drewniana cerkiew św. Jana Ewangelisty, a potem refektarz i mnisie pustelnie. W 1511 r. konsekrowano nową murowaną cerkiew Zwiastowania NMP, która została zniszczona w czasie ostatniej wojny, a jej odbudowa trwa już 15 lat. Szkoda, że rekonstrukcja cerkwi nie jest zbyt wierna (materiały budowlane, dawna technologia), wówczas bowiem poziom promieniowania wewnątrz obiektu byłby znacznie wyższy.
Cerkiew znajduje się na linii geomantycznej łączącej Rzym z Wilnem i biegnącej przez czakram wawelski w Krakowie. Dolina rzeki Supraśl to bez wątpienia bardzo energetyczne miejsce. Obdarzony zdolnościami paranormalnymi i pochodzący z Podlasia ojciec Klimuszko wielokrotnie mówił, że wijąca się meandrycznie rzeka Supraśl bardzo korzystne oddziałuje na mieszkańców tamtejszych terenów.
Na Podlasiu można odnaleźć wiele innych miejsc mocy. Należy do nich m.in. Knyszyn z Górą Królowej Bony, miasteczko Choroszcz ze wzgórzem kultowym Świtkowizna i letnim pałacem Branickich zbudowanym obok dawnego świętego gaju, pośród rosnącej tu niegdyś puszczy. W ciekawych pod względem układu promieniowań miejscach założono również sanktuaria w Krypnie i Różanymstoku.

MERLIN
fot. autor

1. Miejsca mocy koło Białegostoku.
2. Polski geomanta Leszek Matela namierzył linię geomantyczną Wielkiej Piramidy w Gizie, przebiegającą przez ruiny zamku Zygmunta Augusta w Tykocinie.
3. Cerkiew na Wzgórzu Marii Magdaleny w Białymstoku usytuowano w miejscu mocy.
4. W kościele Świętej Trójcy, a także częściowo na rynku w Tykocinie, panuje podwyższony poziom promieniowania, korzystnie oddziałujący na ludzi.
5. Święta Woda koło Wasilkowa słynie ze źródełka o cudownych właściwościach.
››› Imieniny Marszałka w Tykocinie.
22.03.2007
Co jakiś czas będziemy umieszczać w portalu stare artykuły z gazet dotyczące życia w Tykocinie. Jak przed wojną obchodzono w Tykocinie uroczyście imieniny Marszałka Józefa Piłsudskiego możemy dowiedzieć się z relacji J.Wilka zamieszczonej w kwietniu 1929r. w dwutygodniku "REDUTA" wydawanym w Grodnie.

Ze starych gazet wyszperał T. Świętorzecki
››› Co wy wiecie o małych miasteczkach..?..
12.10.2006
SKOBEL
albo
Co wy wiecie o małych miasteczkach..?..

Wy, którym świat objawił się we Wrocławiu, Gdańsku czy Bydgoszczy, a nie daj Boże, w samej Warszawie. Ci, którym w otwieraną po raz pierwszy źrenicę oka wbiła się stalinowska strzykawa Pałacu Kultury. Czyli - inni. To wy jesteście – oni! Małe miasteczko to na mapie jak przypadkowy ekskremencik muchy śród skupisk ludzkich uprawnionych magdeburskim przywilejem do szumnej nazwy – miasto. Ktoś, kto urodził się kilka kroków od rzeki, plastycznej pojmuje dookolność, niźli ten, któremu zawsze będzie dobrze w przewidywalnej przestrzeni akwarium. Ten właśnie posiada genetyczny imperatyw nakazujący w wartkim strumieniu płynąć tylko pod prąd. Z nurtem płyną jeno śmieci.
- Dywagował łagodnie Val B. – ongiś pierwszy hipis grodu Tykocin, poprzez który transferowała z Białorusi via Bug wie gdzie swoje muliste wody rzeka Narew. Pamiętny rok 1967. Jimi Hendrix szedł „All long the watchtower” grając zębami na strunach białej gitary i grdyce epoki. Epoki Beatlesów i Boba Dylana. Każdy z jego wyznawców czekał kiedy „... zdradzieckie ci ognie zapalą, wtedy ty patrząc w dal, będziesz płynął wśród fal, aż sam w końcu staniesz się falą”. I wtedy li tylko za długie włosy i koszulę w kwiaty wywieźli go suką milicjanci prosto z kawiarni kilka kilometrów za miasteczko. By wracając na piechotę rozważył, iż Lenin miał inną fryzurę, a wyróżnić się można z totalnej szarzyzny tylko przy pomocy jaskrawoczerwonego krawata i takiegoż doń suplementu poglądów. Cóż, taki był urok i koloryt minionych czasów, a barwny odmieniec na tym tle był zanadto widoczny. Bo w miasteczku, co trzeba dokumentnie odnotować, wszystko jest policzalne. I odróżnialne. I przewidywalne. Bo ścigać się można aż i tylko do kreski horyzontu. Był tu samorodek artysta Backiel co palcami unurzanymi w barwnej brei farb malował tak orgiastyczne fantasmagorie, że dla takich erotomanów obraźników jak Miet Olszewski czy inny Bruno Blum bądź Valley`o, mogłyby stanowić viagrę twórczą. Nad wodą letnimi wieczorami siadał niespełniony tancerz baletowy Zygmunt i swój nieutulony żal do Terspsychory transponował na serenady na trąbce. Grał, rzewna muzyka niosła się niczym rzeczne radio, ludzie na obu brzegach zasłuchiwali się. Był tak i lokalny głupek jak i ambitny dziennikarz, i ci literalnie wszyscy niezbędni, których na potrzeby uniwersalnego dramatu wydumywali tak Szekspir jak i Wyspiański. Czy Redliński, który o dobry rzut kamieniem stąd, napisał kiedyś uznaną powszechnie „Konopielkę”.
A Val B. miał dzisiaj zaistnieć w nieznanej mu jeszcze roli przewodnika turystycznego. Kolega poprosił. Tykocin to było „miasteczko-bajeczka” jak ochrzciła je tutaj sama poetessa Agnieszka Osiecka. Kroniki miejscowe odnotowały, że w mordowni „Narwianka” odważnie zamówiła talerz zupy pomidorowej i literatkę wódeńki. A potem ruszyła w miasteczko by zakochać się w nim. Perle podlaskiego baroku – jak mawiają znawcy. A tak dla symetrii myślenia – czy można się zakochać w takiej na przykład Gdyni? Idziesz Świętojańską w dół, i tam gdzie kwadrans temu był przytulny antykwariat, już na rzeźnickich hakach drżą świńskie golonki i podgardla w rytmie mknących traktem trajtków. W miejscu Cafe „Metafora” - bank. Na Skwerze Kościuszki, na tle dziurawego „Daru Pomorza,” rozwibrowana szarańcza turystyczna (nalot jak mówią Kaszubi) z Wrocławia, Częstochowy i Bydgoszczy, kupując muszelki, bursztyn, lusterka i paciorki, obżera się hamburgerami. Jednym słowem – ohyda. A w Tykocinie taki turysta ma od chwili przyjazdu wielce poważny dylemat religijny. Czy zacząć paść oczęta rokokiem kościoła, czy może napawać się pięknem rotundowej synagogi? Sam prezydent Izraela Chaim Herzog wpisał do księgi, że „czuje się tu obecność Boga”. Po polsku, zali rodzina jego z miasteczka spod nieodległej Łomży wywodzi. A mówiło się, że i meczecik tatarski tu też był. Bo po cerkwi pozostała tylko ulica Zacerkiewna. Ot szczegóły, ale cała nasza vistość to algebra takich szczegółów. – Pokażę im najpierw tamożnię czyli dawny carski urząd celny. Zawiadywała nim rodzina Ezofowiczów. –Tak, tak – państwo się nie mylą Meir Ezofowicz ten z tytułowego dzieła Elizy Orzeszkowej to tutejszy...bo Elizie opowiedział historię tego rodu celników sam Józef Ignacy Kraszewski, który tu wpadł do dworku Zygmunta Glogera... rozpędził się Val... – Ba! Ale kto z nich w Izraelu teraz czyta takie lektury? – zreflektował i nieco wyhamował. Gdzieniegdzie czytają, bo jak był ostatnio na wycieczce w Gdyni, to znajomy literat Hil, przekonywał go fraszką, że w 3Miasteczku „dzień zaczyna się od Hwina”. Tubylcza inteligosfera jest gotowa już od świtu sycić włókna asocjacyjne jakimś jego foremnym i kalorycznym moralitetem. Hmm... „Neron był ewidentnie artystą. A Rzym spłonął bo strażacy nie mieli jeszcze patrona – świętego Floriana. Tak to ewidentnie widać, jak chrześcijaństwo nie nadążało za sztuką”...Intele-tango z Venus z Milo...Dalej? Proszę... „Grass był w SS. To co? W ogólnym rachunku zysków i strat” - przekonuje sezonowy poprawny politycznie 3Miejski wieszcz. Relatywizm = ważenie = handel...Etc...etc. – skrzywił się na toVal B. i sięgnął po podręczny notes gdzie sygnowana wczorajszą datą tkwiła „Saga o jaćwieskiej księżniczce Tagoi”. Wczoraj skończył ją pisać i doznał wtedy uczucia ewidentnej satysfakcji. I ulgi. Bo zaczęło się to od wyłowienia z Narwi rekwizytu sprzed dziesięciu co najmniej wieków. Chwila nieuwagi przy spinnigowaniu i kotwiczka zahaczyła o dno i coś jeszcze. Była to misternie kuta tak zwana listkowa klamra. Jaćwieska – jak ocenił znajomy muzealnik. Val B. udał się do rymarza (taki zawód jeszcze istniał i funkcjonował tutaj) gdzie zażyczył sobie dopasowania doń solidnego rzemienia. Pas jaćwieskiego wojownika wyglądał okazale, ale sprawa się jak to mówi – zapętliła. Val przed zaśnięciem miał zwyczaj tworzyć pajęcze struktury przyszłych opowiadań czy metafory do satyr, pamfletów i epigramatów. Teraz, dociekając historii klamry w ogóle nie mógł zasnąć. Tworzył wizje grodu zdobywanego przez Jaćwingów. Bitwy i rzezie na wałach obronnych. Wyobraźnia niosła mu też jakieś fantasmagoryczne pojedynki wojów potykających się o rękę jakiejś księżniczki. Postać kobieca miała czytelne rysy Barbary Radziwiłłówny, która po śmierci męża Olbrachta Gasztołda zarządzała tykocińskim zamkiem. Aż w Wilnie poznała Zygmunta Augusta. I przybyli już razem do Tykocina, by stąd panować. I kochać się... Te natrętne migawki z jakiejś przeszłości mieszając się ze szmatławą na ogół dookolnością Made in Polant przepoczwarzały się w sny na jawie i bez barbiturantów Morfeusz nie chciał przychodzić. Aż do wczoraj, kiedy to z mózgowych włókien asocjacyjnych poczęła nieuchronnie spływać na papier rzeczona saga o księżniczce. Ochrzcił ją Tagoja. I pisał. I ku zdumieniu autora dość długiego wierszydła (acz jeszcze w brudnopisie) sen ostatniej nocy przyszedł jak po czteropaku mocnego portera. Coś w tym musiało być...
Wycieczka, którą miał Val B. pilotować była jak większość tu przybywających, z Izraela. Przed wojną żyli tu zgodnie Polacy i Żydzi. I jedni i drudzy szczycili się swoimi znakomitościami. Gdy tu umierał Łukasz Górnicki, wielki pisarz i bibliotekarz królewski, to w tym czasie rodziła się już Rebeka Tiktiner, by tu też stworzyć traktat filozoficzny „Meneketh Ribhka” o wychowaniu i obowiązkach kobiet. Poeta składający rymy w idisz, Ibrahim Siemiatycki, szpanował garniturem szytym w niedalekim Wilnie. U Cohena. Tak - tak – dziadka Leonarda. Świat jest mały, a monstrualne metropolie tylko z pozoru są wielkie. Zresztą to co zbyt wielkie, w kosmosie zapaść się musi z czasem w czarną dziurę czy białego karła – a małe zawsze jest piękne. I niepowtarzalne jak meteor. Jak to twierdzą przyrodnicy – w miasteczkach chętniej żyją motyle – w miastach osy. Wielki potop sowietów wlał się do Tykocina 17-tego września 1939r. Stefan Czarniecki – stracił wtedy prawicę ze złotą buławą. Hetman wykuty z piaskowca jest pierwszą figurą pomnikową (świecką) - w Europie. Czesał on stalową różdżką Podole niespokojne, dał łupnia Szwedom, a i dzisiaj przydałby się taki „bezkompromisowy zamordysta” w euroniedorzeczu Odry i Narwi...zamyślił się Val B. – O! Pokażę im najpierw alumnat. XVI wieczny przytułek dla bezdomnych żołnierzy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Teraz jest tam hotel, prowadzi go emerytowany proboszcz. Całkiem niedawno grono przyjaciół Vala, zwane Zakonem Dylanitów, zrobiło tutaj zlot. I proboszcz był tego wieczora całkiem udatnym kelnerem. Bo...ten alumnat kupiła parafia, a widocznie za zasługi, część tego zabytku klasy zero – hierarcha z kurii proboszczowi podarował. Nie , nie oddał – sprzedał za złotówkę. Tak zwaną symboliczną. W imieniu parafii miał dokonać tego wikariusz, czyli podwładny kupującego. Ale gdzie by miał głowę do takich operacji b.proboszcz. Zapomniał nawet tą złotówkę uiścić. On już się martwił, że przyjeżdża doń na polowanie sam arcybiskup polowy. A że słabo purpurat strzela to ...może mu zajęcy dostrzeli dyrektor banku rolniczego. Jak to w małym miasteczku...- Proboszcz zna języki to i sam coś ciekawego opowie tym z Izraela, wędrującym po Polsce śladami dziadków. - Upewnił się Val B. co do koncepcji cicerone w sutannie. A propos sutanny. To zupełnie przypadkowo błysnął mu teraz kadr z przeszłości. Religii uczył go ksiądz Michał Czajkowski. Przypadek? Czyżby?!..Religia jeszcze była wtedy w szkole. W tymże budynku dawnego sądu kasztelańskiego ojciec Dawida Warszawskiego domalował wąsy na portrecie cara. I musiał uciekać „z Tykocina za ocean”. I taki jest tytuł książki, którą skrybnął Bolesław Gebert – założyciel komunistycznej partii USA. – Tu zna się wszystkich, a w dużym mieście ludzie nie znają nawet sąsiada z klatki schodowej. A czy ktoś podumał nieco nad samą perfidią kondensacji semiotologicznej - „klatka schodowa”. Deminutyw z założenia. Brzmienie odpadowe. Wydźwięk więzienno-przestrzenny. – Ech – splunął. Przez lewe ramię bo był prawicowcem. Przesądny nie był ale... Kiedy tak deliberował na stary rynek zajechał luksusowy autokar firmy Man z men&women from Israel. Val B., który amatorsko tłumaczył Shelley`a na nasze, witał wysypujących się z blaszanego wieloryba autokaru – turystów z krainy Jonasza: – Welcome in sztetl Tiktin – łącząc język Szekspira z idisz. Znakomitą większość stanowili młodzi, smagłolicy, smolistowłosi płci obojga, tak na oko osiemnastolatkowie. Było i kilkoro starszych, wysiadali jako ostatni, jakby z obawą. Młodzi w niewielkich myckach na czubkach głów emitowali zeń decybele jak na targu czy dyskotece. Val B. wśród nich namierzył wysoką, ciemnobrewą, wyróżniającą się piękność o migdałowych oczach. – Czy jesteś może kuzynką Racheli Tiktin z Hollywood? – spytał z uśmiechem. – Tiktin to w idisz – Tykocin i przodkowie tej gwiazdy są z Tykocina – dodał z przekonywującym aktorstwem.
- Niestety nie. – odpowiedziała indagowana. - Nazywam się Eva Naftali i jak wiem to z opowiadań, ktoś z dalekiej rodziny dziadka był znanym poetą u was. Tyle, że w Warszawie. Ale nie tylko dlatego tu teraz jestem. Po lukrowanym krakowskim Kazimierzu – Tykocin ma być ponoć taki, jaki i bywał przed wojną. – ripostowała skrótowo dziewczyna.
- Tak się składa Evo, że tym prześwietnym poetą z biblijnego rodu Naftali to może być li tylko Jonasz Kofta, zmarły osiemnaście lat temu. Znałem go. Bywał tu w Tykocinie. – dodał .
Ta niespodziewanie odkryta relacja konkretu i przestrzeni, enigmatu i teraźniejszości skutkowała natychmiastową ciszą rozgadanej młodzieży.
Val B., wszakże dzisiaj przewodnik, natychmiast to wykorzystał.
– Małe miasteczka są jakby stworzone do dramaturgii istotnych, symbolicznych wydarzeń. Tykocin czy Anatewka. Zważcie państwo, że chyba prawie wszystkie cuda wydarzyły się w małych miasteczkach.
- Nieco chyba się zagalopowałem – zreflektował się z uśmiechem.
- Niezupełnie. Wcale pan się nie zagalopował, cuda tu się zdarzają – czystą polszczyzną zwrócił się do wprost do przewodnika szczupły stary człowiek stojący za plecami młodzieży.
- Chwilkę, proszę pana – dodał pospiesznie, by już po hebrajsku zwrócić się do wycieczki. Młodzi w coraz większym skupieniu słuchali starszego, mocno gestykulującego pana, który z dozą szczerego wzruszenia coś im sugestywnie i głośno perorował.
Eva przesunęła się nieco w stronę Vala i ściszonym głosem tłumaczyła: „pan Gerszon urodził się i mieszkał w Tykocinie. O, ten dom na północnej pierzei rynku... - Rzeczywiście w tym domu był onegdaj sklep żelazny Gerszonów – konstatował również zaskoczony przewodnik. Autor totalnej siurpryzy skończył tymczasem objaśnienia dla młodych i teraz zwrócił się do Vala B.:
- Nazywam się Aszer Gerszon i urodziłem się w tamtym domu. –pokazał. - I kiedy w sierpniu 1941r. Niemcy spędzili wszystkich Żydów na plac przed kościołem...Tam przed pomnik Czarnieckiego. Tak, to był 24-ty sierpnia. My wtedy nie wiedzieliśmy, że w lesie pod Łopuchowem są już wykopane głębokie doły dla nas. Ja miałem trzynaście lat. Szedłem z mamą ulicą Złotą, z rynku właśnie na plac gdzie już byli wszyscy. I gdzieś koło piekarni kuzyna Choroszuchy mama popatrzyła mi tak dziwnie przenikliwie w oczy i powiedziała:
- Aszer, ty już po Bar Micwa, ty jakby dorosły, wróć i sprawdź bo ja chyba nie zamknęłam porządnie sklepu na skobel.
Uścisnęła mnie szybko i mocno i pchnęła w takie przejście do ulicy
Browarnej. Tą małą, cichą uliczką wróciłem do domu od strony rzeki.
Dębowe solidne drzwi sklepowe były zawarte na skobel i kłódkę.
Zrozumiałem. I nie poszedłem na plac. Z tamtego małego okienka na
Strychu – wskazał niewielki romb pod kalenicą – widziałem jak
esesmani eskortowali cały ten jakby pochód nie wiadomo dokąd. Kilkanaście lat temu zobaczyłem na scenie Hajfie „Skrzypka na dachu”. Musical. I oniemiałem. Jak z Anatewki, Żydzi tak samo wychodzili wtedy z Tykocina. Na czele przed wszystkimi szedł skrzypek i grał. I za nim w milczeniu szedł cały sztetl Tiktin. Prosto spod Wiatrakowej Góry za Tykocin do łopuchowskiego lasu...- jakby zakończył zdanie.
– A pan, miał wtedy tylko kilkanaście lat. – wtrącił mimowolnie przewodnik Val B.
– Cóż tam ja? – kontynuował Aszer Gerszon – kilka dni tułałem się po lasach, aż dotarłem do dalszej rodziny w Knyszynie. Potem Szwecja, USA i w końcu końców – Izrael.
– Wydarzeń i życia na nie jedną dobrą książkę – zauważył Val B.
– A po co komu książka – ja żyję – zripostował Gerszon – wpatrzony w rząd starych domków z północnej strony rynku. – O widzi pan – wskazał palcem. Na otwartych, tak zwanych dwuskrzydłowych solidnych dębowych wierzejach, wisiał ciężki skobel. Solidny płat stali kuty ozdobnie.
– Teraz te rekwizyty jak i te kamieniczki to zabytek – uzupełniał przewodnik.
– A ja nic do nich nie mam. Ja tylko chcę wyjechać z Tykocina z takim właśnie - skoblem. Jest tu jeszcze jakiś porządny kowal? – spytał.
– Jest. I to bardzo porządny. Jak w każdym przyzwoitym małym miasteczku.

Tadeusz Buraczewski
2006-09-02
››› Święto Sukot
02.10.2006
Święto Sukot תוכוסה גח – jedno z wielkich biblijnych świąt pielgrzymich obchodzone w okresie zbiorów w czasie pełni księżyca miesiąca tiszrej. Trwa 7 dni i kończą je uroczyste obchody Szemini Aceret i Simchat Tora. Upamiętnia wyzwolenie z egipskiej niewoli i 40 – letnią wędrówkę do Ziemi Obiecanej.

Głównym warunkiem dobrego przeżycia Święta Sukot jest przykazanie zamieszkania przez siedem dni w szałasie. Każda rodzina ma obowiązek przenieść się z domu do prowizorycznej kuczy, czyli własnoręcznie wystawionego szałasu. Świąteczny szałas powinien mieć co najmniej trzy ściany z desek. Zamiast dachu robi się prymitywne przykrycie z zielonych gałęzi lub łodyg roślinnych. W Polsce używano gałęzi świerkowych, wierzbowych, bądź, tak jak w Tykocinie, sitowia z rzeki. Pokrycie powinno być nieszczelne, tak aby „światło słońca nie mogło przewyższać cienia i aby nocą można było widzieć gwiazdy na niebie”. Wewnętrzne ściany szałasu są zazwyczaj pięknie dekorowane widokami Jerozolimy i Ziemi Świętej, pędami ozdobnych roślin, dywanami, kolorowymi papierami itp. W szałasie umieszcza się świątecznie zastawiony stół oraz krzesła i inne sprzęty domowe. Honorowe miejsce, usłane na biało jest przeznaczone dla honorowych gości czyli po aramejsku uszpizin, którzy kolejno nawiedzają szałas w świąteczne wieczory. Goście ci to pasterze Izraela: Abraham, Izaak, Jakub, Józef, Mojżesz, Aaron i Dawid. Szałas jest pamiątką wędrówki Izraelitów po pustyni, a także obrazem Bożej Opatrzności, która w postaci Obłoku czuwała nad Narodem w drodze do Ziemi Obiecanej. Przez siedem dni Święta Sukot należy siedzieć w szałasie, a przynajmniej spożywać dwa posiłki dziennie, przyjmować gości i radować się uroczystym czasem otrzymanym od Pana Boga.

Chanuka הכונח (po hebrajsku „poświęcenie”) jest świętem ustanowionym na pamiątkę zwycięstwa Machabeuszy nad wojskami Antiocha Epifanesa z hellenistycznej dynastii Seleucydów panującej w podbitej Judei w II w. przed Chr. Władca ten rozpoczął prześladowanie Żydów, zmuszając ich do porzucenia wiary w Boga i przyjęcia pogaństwa. W Świątyni Jerozolimskiej ustawił posąg Zeusa i nakazał kapłanom oddawać mu cześć boską, składając ofiary z nieczystych zwierząt. Powstanie zapoczątkowane przez kapłana Matatiasza i jego synów w małej wiosce Modin, przerodziło się pod wodzą Judy Machabeusza w regularną wojnę z Grekami. Jej wynikiem było odzyskanie Świątyni (165 r .przed Chr.) i ostateczne pokonanie wojsk Seleucydów. Powstało niepodległe państwo żydowskie rządzone przez dynastę Hasmoneuszy.
Machabeusze wyrzucili ze Świątyni pogańskie posągi, wystawili nowy ołtarz i wyświęcili Świątynię. Gdy chcieli na nowo zapalić światło w siedmioramiennym wielkim świeczniku przy wejściu do najświętszego miejsca w Świątyni, okazało się, że nie ma rytualnie czystej oliwy. Znaleziono jedynie mały pojemniczek z nie zbezczeszczoną jeszcze przez pogan oliwą i napełniono nią świecznik. Wtedy okazało się, że w pojemniczku nadal jest pełno oliwy. Cud ten powtarzał się przez osiem dni, aż przygotowano nową czystą oliwę pod nadzorem arcykapłana.
„Dwudziestego piątego dnia, dziewiątego miesiąca, który zwie się Kislew, sto czterdziestego ósmego roku ( 165 r. przed Chr.), wstali rankiem i ofiarowali znowu podług Zakonu na ołtarzu. [...] I obchodzili święto nowego ołtarza przez osiem dni. [...] Juda zaś i bracia jego i cały lud Izraela postanowili, by odtąd każdego roku od dwudziestego piątego dnia miesiąca Kislew przez osiem dni obchodzono wśród radości i dziękczynień święto odnowienia ołtarza (Chanuka).( I Księga Machabejska, 4, 36-61)

Chanukowe lampki. W żydowskich domach przez osiem kolejnych wieczorów od 25 dnia miesiąca Kislew (listopad- grudzień) zapala się światła w chanukowej lampce, codziennie o jedno więcej (pierwszego wieczoru jedno światło, drugiego – dwa itd.). Lampki ustawia się w drzwiach (po prawej stronie wejścia do domu) lub w oknach, aby „rozgłosić cud”. W święto Chanuki spożywa się potrawy smażone na oliwie. Dzieci dostają w prezencie chanukowe pieniądze i grają specjalnym chanukowym bączkiem w hazardową grę ( jedynie podczas tego święta gry hazardowe są dozwolone).

Chanukowe lampki w zbiorach Muzeum pochodzą z II poł. XIX w. i przełomu XIX/XX w. i zostały wytworzone w warsztatach złotniczych w Polsce a także w fabrykach Norblina i Frageta w Warszawie, wytwarzających przedmioty platerowe, srebrne, metalowe srebrzone.

TORA ( hebr. Nauka) – objawione Słowo Boże, podstawa całej żydowskiej wiary i tradycji. Pojęcie Tory jest bardzo szerokie. Odnosi się do Pięcioksięgu (Chumesz), do hebrajskiej Biblii (Tanach) oraz do całokształtu tradycji jako Zakon, Prawo, Nauka. W synagodze Tora jako Pięcioksiąg Mojżesza ma postać starożytnej księgi spisanej ręcznie na pergaminowych arkuszach, zszytych ze sobą i nawiniętych na dwa drewniane wałki (hebr. ace chajim). Potocznie taką postać Tory nazywa się rodałami lub po staropolsku „Świętym Zwitkiem”. Zwoje Tory ubrane w sukienkę (meil), przyozdobione tarczą (tas), zaopatrzone w we wskazówkę do czytania (jad) i zwieńczone koroną (keter Tora) lub rimonim ( ozdoby w postaci owoców granatu) przechowuje się w aron ha- kodesz (czyli świętej skrzyni) na wschodniej ścianie synagogi. W szabaty i inne święta oraz w dni powszednie: poniedziałki i czwartki Zwoje uroczyście przenosi się na bimę i odczytuje publicznie odpowiednie fragmenty.

OZDOBY TORY

Na zwój Tory nakłada się specjalne ozdoby. Są nimi:

 Sukienka ( hebr. meil czyli płaszcz) – służy do ochrony świętych Zwojów podczas przechowywania w aron ha-kodesz

 Tarcza (hebr. tas) – zawieszana na ubranych w sukienke Zwojach przypomina pektorał czyli napierśnik arcykapłana w Świątyni Jerozolimskiej. Maleńkie pudełeczko z okienkiem zaopatrzone jest w płytkę z wygrawerowaną nazwą święta, aby łatwiej było odnaleźć tekst przeznaczony do odczytania w odpowiednim dniu.


 Korona Tory (hebr. keter Tora) – wieńczy zwoje Tory, wskazując na jej wyjątkową ważność i świętość.
„Rabbi Szymon mawiał: trzy są korony: Korona Tory, korona kapłaństwa i korona władzy, ale korona dobrego imienia przewyższa wszystkie.”(Pirkej Awot 4,17)


 Jad ( hebr. ręka)- wskazówka do odczytywania zakończona wyobrażeniem ludzkiej dłoni z wyciągniętym palcem wskazującym. Podczas czytania nie wolno Tory dotykać gołym palcem, aby nie sprofanować świętego tekstu.

TAŁES (TALIT) (hebr. płaszcz) – szal modlitewny w kształcie czworokątnej chusty z frędzlami (cicit) na rogach. Utkany jest z białej wełny, jedwabiu lub bawełny z czarnymi lub czerwonymi pasami. Tałes z frędzlami (cicit) jest znakiem Przymierza Boga z Izraelem.

Frędzle – cicit – przez każdy róg tałesu przewleka się cztery nitki i splata w specjalny sposób, aby tworzyły osiem frędzli.

Noszenie tałesu z frędzlami jest dosłownym wypełnieniem Bożego zalecenia z Księgi Liczb : „ Niech sobie zrobią frędzle na skrajach swoich szat.....gdy na nie spojrzycie, przypomnicie sobie wszystkie zalecenia Pana, aby je wypełnić” (Lb 15, 38-39).

Tałesem okrywają się mężczyźni podczas modlitw porannych (szacharit). Żydzi ściśle przestrzegający tradycji przez cały dzień noszą na sobie mały tałes w postaci kamizelki z frędzlami na czterech rogach, zwany arba kanfot (hebr. cztery rogi) lub talit katan ( mały tałes).

MODLITWA PRZY WKŁADANIU TAŁESU

Pochwalonyś Ty Wiekuisty, Boże nasz, Królu wszechświata, który poświęciłeś nas przykazaniami Swemi i przykazałeś nam okryć się tałesem (zaopatrzonym) w pętlice (cicit)
( wg. Dr Salomon Spitzer, Modły Izraelitów, Kraków)

RABIN ( po hebrajsku „rabi” czyli „mój mistrz”, raw- pan) -uczony w Piśmie, posiadający specjalne uprawnienia do sprawowania w gminie żydowskiej godności najwyższego autorytetu w zakresie prawa religijnego. W dawnych czasach w Ziemi Świętej rabini byli specjalnie wyświęcani (smicha czyli wyświęcenie przez nałożenie rąk). Praktyki te zanikły ok. IV w. W czasach późniejszych i obecnie pozwolenie na pełnienie funkcji rabina wydaje swemu uczniowi mistrz z jeszywy czyli akademii talmudycznej. Gmina przyjmuje rabina wynagradzając jego posługę odpowiednią kwotą pieniężną, która nie jest pensją, a jedynie rekompensatą w sytuacji braku innych źródeł utrzymania.
W autonomicznych gminach dawnej Rzeczypospolitej rabin był przewodniczącym sądu (aw bejt din dosłownie ojciec sądu), który na podstawie obowiązującego Żydów i honorowanego przez władze państwowe starożytnego prawa talmudycznego, rozstrzygał w sprawach dotyczących wszystkich dziedzin życia. Do niego należało także prowadzenie wyższej szkoły talmudycznej – jeszywy.
Pierwszym rabinem Tykocina był Dawid, określany w przywileju założenia gminy w 1522 r. jako „doktór” czyli uczony. Niemal od początku przybywali do Tykocina wybitni żydowscy uczeni i znawcy prawa talmudycznego, powoływani przez zarząd kahału na stanowiska rabinów i przewodniczących religijnego sądu. W XVI działali tu między innymi Mordechaj Tiktiner, Szmuel Eliezer Eidels „Maharsza”, Aaron Charif.
Niezwykle ciekawą postacią była córka rabina Mordechaja Tiktinera Rebeka (Riwka). Urodzona w Tykocinie, zdobyła pod okiem ojca talmudyczne wykształcenie i sławę jako pierwsza, jedyna i wyjątkowa w tym czasie żydowska pisarka, autorka traktatów i pieśni religijnych. Pozostały po niej dwa utwory: księga etyczna „Mejneket Riwka” i pieśń na Symchat Tora. Pierwsze dzieło ukazało się drukiem w 1609r. w Pradze, już po śmierci autorki.

Ostatni rabin Awa Światycki (rabi Awala) został wraz z rodziną zamordowany przez hitlerowców wraz z całą tykocińską żydowską gminą dnia 26 sierpnia 1941 r. w lesie pod Łopuchowem.
››› LEGENDA O TYKOCINIE
03.02.2005
W grodzisku na lewym brzegu Narwi żyło plemię słowiańskie, którego potężnym władcą był Boguchwał. Miał on córkę imieniem Boginka. Była Bardzo ładną i majętną dziewczyną.
Po drugiej stronie rzeki, wśród dzikich puszcz i kniei żył władca Jaćwingów, równie potężny. Zwał się Jocem.
Od niepamiętnych czasów te dwa ludy toczyły ciężkie boje. Joc organizował grabieżcze wyprawy na statecznych Słowian niszcząc ich domostwa, porywając dobytek. Nie mogli, więc zaznać spokoju praprzodkowie dzisiejszych mieszkańców Tykocina. Joc posiadał syna, zwanego Jurem. Był on postawnym, odważnym młodzieńcem. Jego pasją były polowania.
Pewnego pięknego poranka, gdy ścigał dorodną łanię nie wiedząc, kiedy znalazł się nad słowiańskim grodem. Nad rzeką ujrzał piękną Boginkę, córkę Boguchwała. Bardzo mu się podobała. Chciał nawet ją porwać. Niestety osobista ochrona Boginki, zwana strażą przyboczną przegoniła go gradem strzał. Jur musiał ratować się ucieczką. Jednak myśl o Bogince nie dawała mu spokoju. Nie potrafił o niej zapomnieć. Ojciec Jura widząc rozpacz syna postanowił słać swaty.
Przybyli posłańcy Jura do Boguchwała z wozami pełnymi darów. Rozmowy trwały długo, lecz Boguchwał nie wyraził zgody twierdząc, że jego córka żoną poganina nigdy nie zostanie. Taka była wola ojca.
Jur gdy usłyszał o odmowie, nie mógł dojść do siebie. Chodził po komnatach ciągle krzycząc, iż Boginkę weźmie siłą, a z grodziska TYKO – CIŃ, TYKO – CIŃ, TYKO – CIŃ zostanie.( w języku jaćwingów oznacza to – tylko cień. )
Postanowił zorganizować wielką wyprawę na gród Boguchwała. Gdy się Boguchwał dowiedział o planach Jura powiedział swoim poddanym – Już ja mu zrobię tyko – ciń, pokażę, na całe życie popamięta.
Jur zbroił swoje wojska, a Boguchwał fortyfikował gród, a także przygotowywał zasadzkę na rzece.
W chwili, gdy wojska jaćwieskie stanęły nad brzegiem rzeki, w miejscu bardzo płytkim, Jur rozkazał ją zasypać. Kiedy jeden z wojów zameldował, że Narew „nie ciece” Jur podjął wyprawę. I następnie wpadł w zasadzkę. Bój trwał od świtu do wieczora. Wśród tumanów kurzu, jęków, krzyków i szczęku oręża szale zwycięstwa chyliły się to na jedną, to na drugą stronę. Ostateczne zwycięstwo przypadło Boguchwałowi.
Dla uczczenia zwycięstwa, a także ku przestrodze ewentualnych odwetów, nazwał Boguchwał swój gród Tykocinem, zaś Joca i Jura kazał pochować na szczycie wzgórza niedaleko grodu. Rozkazał by w ciągu nocy usypano na ich mogiłach kurhan. Tak powstała wieś Nieciece ( od „nie ciece” ponieważ w tym miejscu był gród na Narwi, który Jur kazał zasypać)
Chcecie to wierzcie, a nie, to nie, ale Tykocina istnieje do dziś, a mieszkańcy wsi Nieciece nazywają wzgórze znajdujące się między Tykocinem Tykocinem niecieczami Jocą Górą.
[Akcja między wiekiem XI a XIV, gdy tereny na północ zamieszkiwali Jaćwingowie, a gród, Tykocina był warownią strzegącą północnych terenów Mazowsza.]

Admin
››› TYKOCIN – miasto bez drzew
17.01.2005
Lipa, drzewo szczerze polskie, piękne i miododajne, znają je i kochają nie tylko pszczoły, ale i ptaki, a nawet ludzie. Jan Kochanowski pisał o lipie jak o kimś najbliższym. W przeciwieństwie do poetów, malarzy i wielu tak zwanych szarych ludzi, żyją w tym kraju i tacy, którzy patrząc na najpiękniejsze z drzew widzą oczyma duszy tylko mocne belki i deski, aby "piły, heble i topory miały pracy kawał spory", jak śpiewało się w szkolnej piosence z czasów PRL.

W zabytkowym i pełnym ducha historii Tykocinie od kilku lat trwa prawdziwa i bezwzględna walka z krzepkimi mimo podeszłego wieku i pięknymi drzewami, rosnącymi przy ulicach i w otoczeniu historycznych obiektów, jak dworek administratora, klasztor, zabytkowy cmentarz. Niedawno okrutnie okaleczono lipy przy urzędzie pocztowym i posterunku policji, skazując je na długotrwałą agonię. Turysta, każdy widzący to normalny człowiek, doznaje szoku. Jeśli chodzi o mieszkańców, jedyny głos – apel do Tykocina, zamieszczony w lokalnym piśmie "Echa Tykocińskie", pozostał bez żadnego echa.

Jakub Markiewicz
turysta z Warszawy



List otwarty do mieszkańców Tykocina

Piszemy w obronie bezbronnych i pokrzywdzonych drzew. One nie mogą uciec przed siekierą, nie potrafią krzyczeć z bólu ani płakać, choć przecież żyją, jak każdy z nas. Ktoś im kiedyś dał życie
i pielęgnował, by dorosły. Po słynnej wichurze zostało tak niewiele, że powinny być bezcenne. Ale giną nadal. Cicho i jakoś tak po kryjomu, bez rozgłosu, nie wiadomo z jakiej przyczyny
i po co.
To może zastanówmy się wspólnie i jawnie, czy rzeczywiście chcemy mieszkać w mieście bez drzew. I jeśli w demokratycznej i jak najbardziej europejskiej debacie dojdziemy do przekonania,
że taki właśnie jest nasz cel i nasze marzenie, dokończmy radośnie i bez wstydu dzieła. Wyrżnijmy raz wszystko do końca, porąbmy na polana, rozdajmy do spalenia potrzebującym.

W internecie i kolorowych folderach z dumą ogłośmy:
TYKOCIN miasto na Podlasiu B E Z D R Z E W
DODATKOWO ZABYTKOWE : SYNAGOGA I KOŚCIÓŁ

Tykocin, październik 2004 roku
››› Pajewskie groby z I wojny światowej.
23.11.2004

Pajewskie groby z I wojny światowej.

Podczas I wojny światowej Polacy - mimo nieistnienia własnego państwa – brali czynny udział w wojennych zmaganiach. Losy I Brygady Józefa Piłsudskiego są najlepszym przykładem potwierdzającym te słowa. O tę wojnę modliło się kilka pokoleń Polaków wypowiadając słowa: „wojnę powszechną racz nam dać Panie..” Ci co przeżyli mogli cieszyć się z niepodległości po skończeniu „wielkiej wojny”. Wielu jednak nie doczekało oddając życie za ojczyznę. Tym winni jesteśmy dzisiaj bardzo wiele, a już na pewno zasługują oni na chwilę zadumy nad ich losami w obliczu zbliżającego się Święta Zmarłych, a także kolejnej rocznicy odzyskania niepodległości 11 listopada 1918r.

W naszej gminie znajdują się groby żołnierzy z okresu I wojny światowej. Jeden znajduje się przy trasie Białystok-Warszawa na wysokości wsi Pajewo.

Mogiłami tymi opiekują się uczniowie Zespołu Szkół im. Włodzimierza Puchalskiego w Radulach.

Aby podtrzymać pamięć o zmarłych żołnierzach tam pochowanych uczniowie uczący się w Radulach, a pochodzący z Pajewa spróbowali dowiedzieć się jaki jest stan pamięci o mogiłach wśród mieszkańców ich rodzimej miejscowości.

Relacje starszych osób zebrane przez uczniów różnią się miedzy sobą, z pewnością każda z nich na swój sposób jest wartościowa. Ludzie wiedzą z opowiadań rodziców to, że pochowani w grobach to Niemieccy żołnierze i jeden Polski żołnierz. Jedna osoba wszakże twierdziła, iż pochowano tam też Rosjan.

Co do daty powstania grobów też są nieścisłości. Podawane są lata zarówno 1914 jak i 1917r. Ludzie natomiast zgadzają się ze sobą w jednej kwestii: Polak tam pochowany był żołnierzem zastrzelonym przez Niemieckiego strzelca. Oto wspomnienia mieszkańca Pajewa:

„Działo się to w latach 1914 – 1917. Pochowano tam Polaka – majora z Warszawy, o nazwisku Hamber, a także Rosjan i Niemców.

Mój pradziadek zbierał ich ciała, a ponieważ polegli oni w różnych miejscach zebrano ich wszystkich razem i tam umieszczono. Gdy rodzina dowiedziała się o śmierci tego Polaka przyjeżdżała tu przed 1939r. A potem wybuchła wojna i nie odwiedzali już grobu.

Ci żołnierze mieli naszywki: w jakim pułku służyli, jak się nazywali i jaki mieli stopień wojskowy. W Pajewie właśnie ich pochowano, bo kazał tak uczynić szacunek dla ciał poległych.”

Mimo upływu czasu, pamięć o poległych z czasów I wojny światowej - choć pełna luk i nieścisłości – wciąż jest żywa.

Marcin Kwiatkowski

Aktualności
Kultura
Wydarzenia Kulturalne Ciekawe Artykuły Echa Tykocińskie Goniec Tykocki Tykociński Teatr Amatorski Centrum Kultury i Sportu Ziemi Tykocińskiej Twórczość mieszkańców Galeria zdjęć Galeria Tykocin Tykocinianie o których warto pamiętać Koło Wędkarskie
Miasto
Starostwo Powiatowe Urząd Miasta Ważniejsze Adresy Historia Położenie Administrator Portalu
Sport
Piłka Nożna Relacje Live Tenis Stołowy Inne dyscypliny
Komunikacja
PKS VOYAGER TRANS
Turystyka
Nocleg w Tykocinie Kościół Parafialny pw. Trójcy Przenajświętszej Muzeum i Synagoga Kościół Rektoralny pw. Nawiedzenia NMP Pomnik Stefana Czarnieckiego Pomnik Orła Białego Zamek Tykocki Europejska Wieś Bociania Pentowo Narwiański Park Narodowy Szlaki Turystyczne Kontakt z Przewodnikiem Pamiątki Inne Atrakcje
Inne
Chat Ogłoszenia Forum Pogoda Ankieta Ciekawe Linki Księga Gości Wyszukiwarka

Ostatnio dodane
» Dni Tykocina 2011 » Dni Tykocina 2011 » I Rajd Polskich Kobiet » Weekendowe koncerty w muzeum - fotoreportaże » Weekendowe koncerty w muzeum - fotoreportaże » Budowa stadionu w Tykocinie zakończona » Koncert w Muzeum » Recital w Synagodze » 67 Rocznica wywózki do obozów koncentracyjnych - fotoreportaż » 67 Rocznica wywózki do obozów koncentracyjnych
 
  Copyright 2004  «»